Moja przygoda z Kobe Luminaire
Pięć
lat temu, zanim na całym świecie przytłoczyła nas pandemia,
poszłam zobaczyć Kobe Luminarie.
I
z wielkim opóźnieniem podzielę się z Wami tą przygodą. W tym
roku powoli nadrabiam zaległości, które mi się nazbierały. Mam
nadzieję, że zainteresują Was moje mikrowycieczki
i przygody, gdzie
opisuję, co mnie zachwyca, ale też co poszło nie tak i jakie błędy
popełniłam, by inni zwiedzający mogli ich uniknąć.
Historia
Kobe Luminarie
Nie
wiem, czy zdajecie sobie sprawę jak wielka
była skala zniszczenia po trzęsieniu ziemi w Kobe w 1995. Miasto
zadbało o to, by ludzie nie zapomnieli o tym, co się stało, w
licznych miejscach są ustawione zdjęcia, które przypominają o
tym, co zostało stracone. Także o tym, że ponad 6434 ludzi
zginęło. W czasach odbudowy postanowiono dać ludziom nadzieję i
nieoczekiwanie wlać trochę światła do tych mrocznych czasów.
Ledwie po 11 miesiącach odbyła się wystawa „Marzenia i Światło”,
która przyciągnęła ponad 2,54 miliona widzów w tracie 11 dni.
Wydarzenie odniosło tak wielki sukces, że ludzie domagali się jego
powtórzenia.Co to jest Luminarie


Wrażenia z Kobe Luminarie
Przyznam się, że japońskie iluminacje często świetnie wyglądają na zdjęciach, w rzeczywistości jednak bywają nieznośnie kiczowate. Te, które zobaczyłam w Nambie i Hiroszimie nie zachwyciły mnie. Przyciągają multum ludzi, którzy radośnie strzelają sobie selfie, i zachwycają małe dzieci. W mojej ocenie brak im jednak dobrego smaku i spójności.















0 comments