Kobe Luminaire — zachwycający coroczny festiwal

By To Nie Manga - 01 lutego


Moja przygoda z Kobe Luminaire

Pięć lat temu, zanim na całym świecie przytłoczyła nas pandemia, poszłam zobaczyć Kobe Luminarie.
I z wielkim opóźnieniem podzielę się z Wami tą przygodą. W tym roku powoli nadrabiam zaległości, które mi się nazbierały. Mam nadzieję, że zainteresują Was moje mikrowycieczki i przygody, gdzie opisuję, co mnie zachwyca, ale też co poszło nie tak i jakie błędy popełniłam, by inni zwiedzający mogli ich uniknąć.




Historia Kobe Luminarie

Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę jak wielka była skala zniszczenia po trzęsieniu ziemi w Kobe w 1995. Miasto zadbało o to, by ludzie nie zapomnieli o tym, co się stało, w licznych miejscach są ustawione zdjęcia, które przypominają o tym, co zostało stracone. Także o tym, że ponad 6434 ludzi zginęło. W czasach odbudowy postanowiono dać ludziom nadzieję i nieoczekiwanie wlać trochę światła do tych mrocznych czasów. Ledwie po 11 miesiącach odbyła się wystawa „Marzenia i Światło”, która przyciągnęła ponad 2,54 miliona widzów w tracie 11 dni. Wydarzenie odniosło tak wielki sukces, że ludzie domagali się jego powtórzenia.

Co to jest Luminarie



Nazwa Luminarie wywodzi się od włoskiego określenia, które nazywa dekoracje stworzone z kolorowych żarówek umieszczonych na drewnianych szkieletach. Dekoracja wywodzi się z czasów średniowiecza, gdy w czasie nocnych procesji kościelnych używano pochodni do oświetlenia drogi i dekoracji.
Podobne festiwale odbywają się również we Włoszech. W Kobe co roku zmienia się temat dekoracji. Ostatnimi czasy część dekoracji stało się płatnych, ale ceny biletów są bardzo niskie. Myślę, że warto wesprzeć takie wydarzenie.




Wrażenia z Kobe Luminarie

Przyznam się, że japońskie iluminacje często świetnie wyglądają na zdjęciach, w rzeczywistości jednak bywają nieznośnie kiczowate. Te, które zobaczyłam w Nambie i Hiroszimie nie zachwyciły mnie. Przyciągają multum ludzi, którzy radośnie strzelają sobie selfie, i zachwycają małe dzieci. W mojej ocenie brak im jednak dobrego smaku i spójności.



Kobe Luminarie to jednak inny poziom. Dekoracje są ogromne, w jednym stylu. Skala wydarzenia przytłacza. Światłom towarzyszy muzyka, która tylko wzbogaca całe doświadczenie.
Trudno się więc dziwić tłumom, które przybywają, by je zobaczyć. I właściwie tylko zatłoczenie jest minusem, ale warto mimo to udać się chociaż raz, by to przeżyć.
Kobe Luminarie ma piękną historię, która przypomina o nadziei, o którą warto walczyć w starciu z największą tragedią. Nie zapominając o pięknie nawet w obliczu klęski żywiołowej. Niesie więc wzruszającą wiadomość i upamiętnia coś ważnego. Do tego daje pracę ludziom, którzy z kunsztem tworzą coś zachwycającego. Jeśli więc macie czas pod koniec stycznia albo na początku lutego, warto dopisać to wydarzenie do rzeczy do zobaczenia.















  • Share:

You Might Also Like

0 comments