![]() |
| Sałatka z hijiki |
Hijiki - czas na tyradę na znielubiony wodorost
Uwielbiam jeść. Smaki, zapachy i tekstura dań to coś, co przynosi mi w życiu ogromną przyjemność. Od dziecka słyszałam jednak, że jestem wybredna. Jeśli ktoś odczuwa wielką radość z pożerania, często oznacza to też, że będą istnieć dania, które będą wzbudzać silną niechęć. Mam swoją listę niechcianych składników. Zwykle jednak udaje mi się ich unikać. Problem pojawia się wtedy, gdy jem obiad w pracy i zawsze jest to nienawidzone danie. Na czele mojej listy jest wodorost hijiki. Nie wydaje mi się, bym się tutaj kiedykolwiek dzieliła tą niechęcią. Coś w smaku tej czarnej brei szczególnie mnie odrzuca, ta mdłość na pograniczu słodkości, dziwna tekstura, trochę gumowata, trochę przypominająca przegotowaną zieleninę. I przez pewien czas próbowałam to jeść w pracy, gdy, wymieszane z natto i rybkami hijiki, bez praktycznie żadnych przypraw, podawano nam codziennie, bo bardzo zdrowe.... Nie wiem, jak w waszym przypadku, ale u mnie przyzwyczajenie nie działa. Po pół roku miałam mdłości na sam zapach tego dania.
Hijiki to wodorost kontrowersyjny, w Japonii zachwala się jego zalety, żelazo, magnez, wapień i dużą ilość błonnika. Nie wspomina się jednak o tym, że zawierają one wysoką ilość arseniku. Co prawda nie na tyle wysoką, by drobna jego ilość mogła nam zaszkodzić. Warto jednak o tym pamiętać. Zabawne też jest, jak zdrowotność pewnych dań totalnie się zmienia w zależności od regionu. W Japonii, gdzie wapń momentami mógł być trudnodostępny, być może dlatego, że hijiki są potrzebnym dodatkiem do diety. Za to w Europie boimy się ryzyka, jakie niesie ta potrawa, i potencjalnych zatruć.
No ale wiem też, że większość rzeczy da się przygotować w sposób jeśli nie smaczny to przynajmniej jadalny, i tutaj jest taki przykład. Na tym blogu nie ma super entuzjazmu i hypu. Nie chcę tutaj udawać kogoś, kim nie jestem. Zarazem myślę, że może to jest jego autentyczność, która jednemu odpowiada, a drugiemu nie.
Przepis na sałatkę z hijiki
Składniki:
Hijiki około 100 gramów
Mizuna albo szpinak rucola pół pęczka
Tuńczyk w sosie własnym jedna puszka
Sos A
Sos sojowy, olej sezamowy dwie łyżeczki
Przygotowanie:
Potnij zieleninę na kawałki, wrzuć tuńczyka i wymieszaj z sosem A.
Przepis banalny jak zawsze. Czas zakasać rękawy. Podzielcie się ze mną wynikami lub zdjęciami z waszych wersji, używając hasztagu #toniemanga albo #notamanga
Przepis pochodzi z książki てんきち母ちゃんのゆる糖質オフのやせる献立-たっぷり食べてウエストマイナス9cm!
Napisanej dla matek, które przez ograniczenie cukru chcą stracić centymetry w talii. Postanowiłam większość z nich zamieścić na blogu, gdyż są dość zdrowe jak na codzienną japońską kuchnię. Mało jest w nich cukru, soli i mięsa, a bardzo dużo warzyw, co niestety nie jest typowe. Do tego dania są bardzo proste w przygotowaniu, dlatego polecane dla zarobionych ludzi (czy to matek, czy ludzi z ograniczonym czasem, którzy chcą zdrowo gotować). Możecie książkę zakupić na Amazonie. Polecam!. Blog autorki Inoue Kanae również warto sprawdzić.



















